sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 2

- Piekło to miejsce wiecznej zabawy. Z mordercami czy psychopatami nie ma dobrej zabawy.
   Siedziałam dość długo w milczeniu, układając sobie w głowie to, co usłyszałam.
- Czyli co. Ja nie jestem zła i nie dlatego trafiłam do piekła?
- Kochanie...
- Lucy - przerwałam mu. - Mów mi Lucy. Każdy mnie tak nazywa.
- Dobrze. A więc Lucy. - powiedział uśmiechając się do mnie ciepło. 
   Gdybym spotkała go w normalnym życiu, od razu straciłabym dla niego głowę. 
 Uśmiech na twarzy diabła znacznie się poszerzył.
 Cholera... No jasne... Usłyszał.
- Lucy, nie jesteś zła. No ale wybacz... święta to Ty również nie jesteś, bo inaczej Anioł wygrałby i nie trafiłabyś tu do nas. Zresztą sama się zastanów czy chciałabyś przez resztę wieczności śpiewać psalmy. Przecież można zwariować... Oczywiście jest od tego dużo radości, pewnego rodzaju ekstazy, przeżywania Jego obecności... 
  Louis rozmarzył się i na chwilkę odpłynął gdzieś myślami. 
Odchrząknął, najwyraźniej zawstydzony przypływem wspomnień. Klasnął w dłonie i otworzył segregator. 
 - Dobra my tutaj urządzamy pogaduszki, a trzeba Ci przydzielić wszystko, czego potrzebujesz. W końcu nie bez powodu zajmuję się przydziałami. - powiedział. 
Przez dłuższą chwilę kartkował segregator. 
- O! No i jest - podał mi kartkę ze zdjęciami prześlicznego domu z basenem i ogrodem. - Proponuję Ci ten oto dom. Blisko morza, na niewielkim wzniesieniu. Cicha okolica, ale do dobrych klubów jest jak rzut beretem - zaśmiał się. - A i jest jeszcze jeden dość duży plus... Ja mieszkam niedaleko - Uśmiechnął się z dość dziwnym błyskiem w oku.
   Nawet tego nie skomentowałam. 
- Czyli jak widzę zgadasz się. - W jego dłoni jak na zawołanie zmaterializowały się klucze. - Proszę. Ubrania znajdziesz w szafach. Co do Twojego wyglądu, to proponuję ubierać skóry, faceci będą schodzić na sam Twój widok. A to - podał mi jakąś kartkę, którą wypełnił przed chwilkę - skierowanie do pokoju 666, gdzie otrzymasz moc. Jutro pojawi się u Ciebie jeden z naszych pomocnych, który pomoże wprowadzić się w zawód diabła. 
 - Okej- Wzięłam wszystko o podniosłam się z zamiarem wyjścia.
 - Naprawdę bardzo miło było mi Cię poznać. - Uśmiechnął się, a jego oczy zamigotały. - Do zobaczenia wkrótce. 
 - Cześć. 
 Gdy zamknęły się za mną drzwi, odetchnęłam głęboko. To jakiś sen. Nie mogłam umrzeć. To na pewno jakiś koszmar! Zaraz się obudzę... Muszę się obudzić! 
  Co z moim starszym bratem Paulem? Miałam tylko jego, bo nasi rodzice zmarli jak byłam mała. Od tamtej pory on się mną opiekował. Teraz miałby zostać sam? Całkiem sam? Co prawda, nie mieszkamy już razem, bo ma narzeczoną, ale strasznie za mną tęskni. Widujemy się tak często jak to możliwe. Wiadomość o mojej śmierci musiałaby nim wstrząsnąć. 
  Ponowna chęć rozpłakania się wzbierała się wewnątrz mnie. Uczucie zagubienia powróciło.
Spojrzałam na papiery, które dostałam. Atrament wysechł i czerwone litery stały się o wiele ciemniejsze. Miałam nadzieję, że to tusz, a nie krew... 
  Westchnęłam i rozejrzałam się... Po bokach ponownie puste korytarze. Przede mną drzwi. Niekozaczący się labirynt... Teraz brakowało tylko jakiegoś rozwścieczonego zoombiaka! 
  Westchnęłam i zapukałam, bo co innego mi pozostało? 
 - Proszę- odpowiedział mi gruby męski głos.
Nie wiedziałam czego mam się już spodziewać. Miałam tylko nadzieję, że na środku nie będzie stał ociekający krwią ołtarz z zabitą, biedną, małą owieczką. Albo jeszcze lepiej może zobaczę tam diabła wprost z ludzkich opowieści, który stoi pomiędzy płomieniami i trzyma w szponach widły?
Jednak jak bardzo się zawiodłam, bo nic takiego przede mną nie było. Weszłam no najnormalniejszego biura niczym nie różniącego się od tych dwóch poprzednich. Za metalowym biurkiem siedział zwykły demon w niemodnym garniturze... i o boże on wyglądał jeszcze gorzej od tego z pokoju numer 6.
Oczywiście gdy tylko to pomyślałam demon zmrużył groźnie oczy...usłyszał mnie.
Odruchowo odwróciłam się i zerknęłam na drzwi 66, które oczywiście zdążyły już dawno zniknąć. Właściwie dlaczego tam siedział diabeł, skoro wszędzie były demony? Dawanie umarlakowi mocy było chyba ważniejszym zadaniem niż przydzielanie mieszkań. To raczej tu powinien znajdować sie diabeł.
 - Hm... mam Ci dać moc -mruknął niezadowolony demon - człowiekowi... znowu
Widać było, że nie miał na to najmniejszej ochoty.
 - To ilu ludziom dano już moc? - zapytałam siadając na jednym z  niewygodnych krzeseł.
 - Licząc z Tobą będą już cztery kobiety... Z których diablice są dwie... Ty będziesz tą drugą - poinformował mnie grzebiąc w szufladzie.
W całym pomieszczeniu znajdowało się bardzo dużo kurzu. W tym pokoju również znajdowała się paprotka, która w porównaniu z okazami z poprzednich biur była dosłownie w stanie mumifikacji.
Cztery osoby z mocą. Widzę demon za bardzo się nie przepracowywał.
 - A co z pozostałymi dwoma? - zapytałam
 - Zrezygnowały z mocy po wygaśnięciu kontraktu - Powiedział z wyraźną niechęcią. - Wolały zostać zwykłymi obywatelami piekła.
Prychnął głośno z pogardą i przy okazji plując na blat. Wyraźnie nie mógł zrozumieć ich decyzji.
 - Kontrakt? - od razu podchwyciłam. - To jest jakiś kontrakt?
 - E tak... W chwili, gdy w gabinecie numer 6 złożyłaś podpis na papierze kontrakt zaczął działać.Trwa równo sześćdziesiąt sześć lat od teraz.
 - Jak to już trwa... A dlaczego nikt mi nic nie powiedział?! Jak to sześćdziesiąt sześć lat?! - Chwyciłam się kurczowo biurka aż pobielały mi knycie. 
  -No i właśnie dlatego nie lubię ludzi - szczery do bólu - Trzeba czytać mały druk na dokumentach, które się podpisuje. Poza tym pasz przed sobą całą wieczność. Co się kosztuje sześćdziesiąt sześć  lat?!
 No właściwie to miał rację. Lecz nadal czułam się oszukana.
Położył przede mną coś na wygląd jabłka i kilka kartek, na których znajdowało się oświadczenie, że przyjęłam moc i miejsce na podpis.
 - Proszę - powiedział niezbyt uprzejmym tonem - Sześć egzemplarzy deklaracji które należy wypełnić.
-Nie jestem głodna - przesunęłam "jabłko" na bok, szukając drobnego napisu na jednej z kartek.
Po kilki minutach bezskutecznego wpatrywania się w kartkę doszłam do wniosku że albo druk jest tak mały, że nie mogę go zobaczyć albo po prostu go tam nie ma. Na wszelki wypadek sprawdziłam pozostałe kopie czy aby na pewno na nich nie ma niepotrzebnego małego druku. No co? Jestem w piekle prawdopodobieństwo, że ktoś mnie tu oszuka jest mega wielkie.
- A moc? - zapytałam.
Demon wskazał palcem na małe zielone jabłko.
-To jest moc? - miałam ochotę się zaśmiać.
-Musisz je zjeść- wyjaśnił.
Czekałam aż wyśmieje mnie, że dałam się nabrać ale on siedział poważny nawet nie zmieniając swojej pozycji.
-Serio? - zapytałam jeszcze raz biorąc do ręki jabłko.
Nie odpowiedział. Najwyraźniej uznał że to poniżej jego godności.
Gdy już miałam ugryźć jabłko, mruknął:
-Podpis na sześciu kopiach proszę...
Podpisałam się piórem w pustych miejscach i ugryzłam jabłko. Oczekiwałam jakiegoś prądu, który przeszyje moje ciało, palenia w gardle czy mroczków przed oczyma jednak i tym razem się zawiodłam. Chociaż... Nie smakowało jak jabłko... bardziej coś w rodzaju gruszki? Po chwili został mi już tylko ogryzek.
- I co teraz - zapytałam lekko zdezorientowana.
-Wyrzuć go do kosza który skasuje ogryzek. Nie możemy dopuścić by ktoś zachował pestki i wyhodował sobie własne drzewko mocy.
Posłusznie wyrzuciłam ogryzek do pojemnika.
-Gratuluje stała się Panienka Diablicą - powiedział demon oschłym tonem. - Po powrocie do domu znajdzie tam pani szczegółowe informacje na temat mocy ... jak i regulamin Piekła.
-I co teraz ze mną będzie- zapytałam bezradnie.
-Ma Pani kilka dni na przystosowanie się do nowej sytuacji i umiejętności, a potem musi pani zgodnie z umową przystąpić do pracy.
Patrzyłam na niego w napięciu. To musi być sen. Na pewno się zaraz obudzę. To tylko cholerny sen!!
- To nie jest sen - demon podał mi mały metalowy kluczyk na srebrnym łańcuszku.
Wzięłam go do ręki i przejechałam palcem po misternych zdobieniach. Na kluczyku były wyżłobione malutkie różyczki.
Azler też miał taki klucz, tylko taki bardziej toporny. Dosłownie wsadził go w ścianę i wyczarował drzwi, które doprowadziły mnie tutaj.
-Właśnie tak -mruknął.- Należy intensywnie pomyśleć o miejscu do którego chce się udać i skierować klucz na wolną płaską powierzchnię... najlepiej na ścianę gdzie mieści się przejście... Następnie płynnym ruchem umieścić klucz w ścianie jednocześnie przekręcając w prawo sześć razy. Niedługo mają powstać jakieś unowocześnienia. Azler jak zwykle walczy o to by rozwijała się technika i zamiast kluczy chce pilotów... zupełnie jak do telewizora! - Demon prychnął pod nosem - Jeszcze trochę o zamienimy się w ludzi.
W sumie to nie było by takie złe. Ludzie są normalniejsi... i o wiele ładniejsi pomyślałam chyba za głośno bo demon od razu zmrużył gniewnie oczy.
-Dopóki nie nauczysz się skrywać swoich myśli powinnaś w ogólnie nie myśleć. Wyszło by na Twoją korzyść. - Warknął ostro.
Zawstydzona spuściłam oczy.
-A teraz żegnam. Pomyśl o swoim domu który przeznaczył Ci Louis i przekręć klucz.


_______________________________________________________
________________________

No więc mamy nowy rozdział. Wiem, wiem, że późno. Przepraszam, ale miałam dużo nauki pod koniec semestru. :c 
Teraz mam już ferie, więc postaram się napisać więcej. :)


Liczę, że Ci się podobało i pozostawisz po sobie komentarz motywujący mnie do dalszego pisania.


xx